24h awake and happy
W 24 godziny do Poznania i z powrotem, usłyszeć radiohead (bo z zobaczeniem to raczej ciężko) i o 6 rano położyć się spać. Nie jestem radioheadofilem, nie znam na pamięć wszystkich tytułów, raczej rozpoznaję je z grubsza po melodii, ale i tak ten koncert muszę zaliczyć do najlepszych na jakich miałam możliwość być. I chyba jeszcze nie byłam na tak dobrze nagłośnionej sztuce, może to kwestia miejsca w którym staliśmy, ale wszystko było idealnie słyszalne, od wokalu po najmniejsze przeszkadzajki. Trochę mi szkoda, że nie był to jeden z koncertów na który mam fotopas, przyzwyaczaiłam się do bycia blisko sceny, widząc wykonawców i emocje na styku wykonawca-publika. Zwłaszcza że była ciekawa scenografia, to akurat z moim wzrostem byłam w stanie zobaczyć.
Na kilku portalach już się pojawiły zdjęcia, więc teraz będę mogła zobaczyć zespół ;) Z pomysłem były zrobione wizualizacje na tych zwisających prętach czy też kawałkach plastiku czy szkła, oprócz tego były dwa telebimy gdzie cały koncert wyświetlane były małe zlepki z kamer zamontowanych nieruchomo na scenie, to samo co widać za muzykami. Szczęśliwie nie było przede mną dużo panien z genialnym pomysłem przesiedzenia całego koncertu swojemu facetowi na ramionach i zasłaniania wszystkiego kupie ludzi stojących dalej, szczęśliwie też ludzie z przemożną ochotą zapalenia papierosa w największym ścisku stali zazwyczaj dalej ode mnie, czasem się zastanawiam czy niektórzy mają jakąkolwiek wyobraźnie, zwłaszcza jak zobaczyłam przeciskającego się przez tłum pana z kilkumiesięcznym dzieciaczkiem na rękach, bosz. Z drugiej strony miło się patrzyło na rodziny z dziećmi, które zachwycone zasłuchane były w muzykę, bo przecież ona tam była najważniejsza. A było co słuchać.
Miałam dosyć długą przerwę w koncertowych podróżach, zaczęłam zapominać jaka to frajda. Kilka godzin w pięć osób w jednym samochodzie z forumową ekipą, pięć razy przegrzana woda mineralna, wyprzedzanie tirów, tracenie równowagi na zakrętach. Nawet wracanie w środku nocy, picie kawy na stacji benzynowej czy koncentracja żeby nie zasnąć za kółkiem lub nie dać zasnąć kierowcy. Wyjechaliśmy rano przed 8, w domu byłam następnego ranka po 6, o 7:30 Paweł wstawał i jechał na rozmowę kwalifikacyjną. Rock&roll.
prasko
Tydzień pilnowania kota w Pradze, na trzy aparaty, ponad 6 giga zdjęć.
I trochę nowych sił do intelektualnych bojów. I hope so.
Be Ne bez Lux
Holandia to dziwny kraj.
Ludzie też są dziwni. I zupełnie nie chodzi mi o najbardziej utarty stereotyp że to kraj wiatraków, legalnego ziela i prostytucji. Bo to nazbyt oczywiste. O ludzi mi chodzi. Po pierwsze tam jest zimno, mega zimno, jasne, na przełomie stycznia i lutego to teoretycznie normalne, ale nie jest normalnie że przy plusowej temperaturze człowiek okutany jak na syberyjskiej wyprawie (pierwszy raz założyłam czapkę w tym sezonie) trzęsie się z zimna jak na dwudziestostopniowym mrozie. Znaczy tylko my, bo holendrzy na luzaka w porozpinanych kurtkach.
I wszędzie rowery. I holendrzy na rowerach, takie holenderskie święte krowy.



1 komentarz