prasko
Tydzień pilnowania kota w Pradze, na trzy aparaty, ponad 6 giga zdjęć.
I trochę nowych sił do intelektualnych bojów. I hope so.
Be Ne bez Lux
Holandia to dziwny kraj.
Ludzie też są dziwni. I zupełnie nie chodzi mi o najbardziej utarty stereotyp że to kraj wiatraków, legalnego ziela i prostytucji. Bo to nazbyt oczywiste. O ludzi mi chodzi. Po pierwsze tam jest zimno, mega zimno, jasne, na przełomie stycznia i lutego to teoretycznie normalne, ale nie jest normalnie że przy plusowej temperaturze człowiek okutany jak na syberyjskiej wyprawie (pierwszy raz założyłam czapkę w tym sezonie) trzęsie się z zimna jak na dwudziestostopniowym mrozie. Znaczy tylko my, bo holendrzy na luzaka w porozpinanych kurtkach.
I wszędzie rowery. I holendrzy na rowerach, takie holenderskie święte krowy.
stan miłości i zaufania + naiv
Ten weekend był pod znakiem koncertowym (wreszcie). Po dłuższej przerwie aż miło się chwyta za aparat, mimo że warunki tak kiepskie że nic ciekawego się nie da wyrzeźbić. I jakoś tak inaczej pójść do maleńkiego klubu gdzie na koncert przyszło 28 osób, z czego większość to nasza ekipa, łącznie z najsłynniejszą parą googli, xero jak na porządnego menago przystało doglądała organizacji.
Anyway, zespoły chyba nie wyszły na swoje, ale i tak zabawa była przednia.

