it can’t be that cold

walka z niechciejem

Opublikowany w foto, ja, life, studia przez redrain w dniu marzec 29, 2009

Czasem to się zastanawiam, dlaczego ja nie potrafię jakoś przeprogramować swojego myślenia, żeby do pewnych rzeczy podchodzić jak większość ludzi, po cwaniacku, po najmniejszej linii oporu, tak żeby jak najmniej się narobić, a właściwie żeby ktoś zrobił za ciebie, a ty się po chamsku podpiszesz.
Tak mi się dzisiaj pomyślało jak w kuchni, gotując sobie wymarzoną brokułową, spoglądałam na karmnik.

mimg_4673a

(więcej…)

Be Ne bez Lux

Opublikowany w foto, ja, miasto, travel przez redrain w dniu luty 11, 2009

Holandia to dziwny kraj.
Ludzie też są dziwni. I zupełnie nie chodzi mi o najbardziej utarty stereotyp że to kraj wiatraków, legalnego ziela i prostytucji. Bo to nazbyt oczywiste. O ludzi mi chodzi. Po pierwsze tam jest zimno, mega zimno, jasne, na przełomie stycznia i lutego to teoretycznie normalne, ale nie jest normalnie że przy plusowej temperaturze człowiek okutany jak na syberyjskiej wyprawie (pierwszy raz założyłam czapkę w tym sezonie) trzęsie się z zimna jak na dwudziestostopniowym mrozie. Znaczy tylko my, bo holendrzy na luzaka w porozpinanych kurtkach.
I wszędzie rowery. I holendrzy na rowerach, takie holenderskie święte krowy.

nl023

(więcej…)

needles

Opublikowany w bus, ja przez redrain w dniu październik 28, 2008

Jak byłam w przedszkolu to śpiewałam “jestem mała ogrodniczka, mam ziarenek pół koszyczka”.
A teraz mam kaktusów cały parapet. Jakoś tak mi się wpisują w moje ostatnie autobusowe obserwacje.

Jakoś tak zawsze byłam przekonana że kiepski ze mnie psycholog bo mam w cholerę za mało empatii w sobie. Bo drażni mnie kiedy do autobusu którym jadę godzinę wsiada na jeden przystanek zapity i śmierdzący kupą bezdomny, a ja do końca trasy muszę się maskować szalikiem żeby nie zwrócić śniadania, bo irytuje mnie że wydaję majątek na bilety kwartalne a stoję w tych zatłoczonych autobusach, podczas gdy jeden z drugim cwaniak bez biletu płaszczy dupska i głupio się szczerzy. Ale się okazuje że ja to nic. Ostatnio miałam nad wyraz dużo scenek rodzajowych. Pierwsza to dwóch nie znających się panów po 50tce, najwyraźniej wracających z pracy, wydawałoby się że zwykli ludzie, ale w momencie kiedy wsiadły kobuchy i kulturalnie i miło zaczęli sprawdzać bilety, z panów buchnęła agresja słowna, głupie, zaczepne komentarze, niewybredne uwagi pod adresem pani kobuch. Ale i to jeszcze nic. Kiedyś obudziłam się dwa przystanki przed uczelnią bo było jakieś poruszenie. W busie stoi, a właściwie ledwo trzyma się na nogach totalnie zalany i zaniedbany facet, ślina cieknie mu aż na podłogę. Obok niego kobieta z wózkiem drze się “nie opieraj się o mnie chamie”, po chwili stateczna emerytka zaczyna się na niego drzeć że jest zalany, że śmierdzi, że aż na podłogę śliną kapie… Dziwię się że nikt go nie pobił. W takich momentach tylko kopara mi opada i nie wiem co powiedzieć. 

Najwyraźniej wszyscy jesteśmy jak te cholerne kaktusy.