pomagamy Marnemu
Dawno nie miałam okazji brać udziału w czymś, do czego tak chętnie garną znajomi do pomocy. I to jest budujące i mam nadzieję że wszystko wypali tak dobrze jak się zapowiada. Ale od początku. Organizujemy 1 marca w Gliwicach w klubie [sic!] koncert charytatywny dla Marnego.

Marny, czyli Andrzej, to kolega Gordiana. Andrzej miał wypadek 4 lata temu, o czym można przeczytać tu http://www.marny.redsession.pl “w 2005 roku Andrzej uległ wypadkowi w wyniku którego nastąpił paraliż czterokończynowy; od tego czasu porusza się na wózku inwalidzkim”. (więcej…)
sentymenty
Robiąc porządek z fotami na dysku odkurzyłam dosyć obszerny katalog z fotami forumowymi i mnie wzięło na wspominki. Jakby nie patrzeć w listopadzie zacznie się ósmy rok mojej pornoforumowej bytności.
Się mówi różne banały o internetowych znajomościach, ale ja wiem swoje. Może dlatego, że w 2001 jeszcze nie każdy miał do netu dostęp, jeszcze jakieś cwaniactwo i mega anonimowość nie były w sieci tak na porządku dziennym… Do dziś mordka mi się uśmiecha jak przypominam sobie łączenie się przez modem, tylko godzinkę dziennie wieczorem i próba przebrnięcia przez wszystkie nowe posty, no i nerwy na modrzefia który miał tendencje do nadmiernego rozpisywania się. I cały przekrój dyskusji od niekończących się offtopów po poważne dysputy o życiu. Niezaprzeczalne jest to że poznałam tam wielu ludzi na których mogę liczyć, czy to w wyjściu na browca na drugim końcu Polski, czy w sytuacji poważnej. Bo w sumie kiedy jechaliśmy na 17 urodziny Pidżamy do Poznania właściwie jechaliśmy w ciemno, a Regdos biorąc całą rozwrzeszczaną gromadę pod dach swojej kawalerki musiał się wykazać nie lada fantazją. I do dziś przeglądając foty stwierdzam że to był jeden z fajniejszych spendów, może dlatego że forum nie było jeszcze tak liczne i wszyscy w miarę się wzajemnie znali, a może że to wszystko było takie szczere i prawdziwe.
I tak mi się przejechało fotami przez różne spędy, od pierwszego poznańskiego, po lipcowy wypad na działkę u Lisa 3 lata temu, gdzie Paweł został ożeniony z dreadami.
Dla większości z nas nie ma problemu żeby przyjechać na drugi koniec Polski na weekend żeby się napić browca albo poskakać na koncercie. Moi rodzice już przeszli do porządku dziennego nad tym, że jeżeli w okolicy jest jakoś koncert to zjawia się u nas na noc ktoś z pornoforum, w większej bądź mniejszej ilości, ładujemy się na kupie u mnie w pokoju i gadamy do późna. A rano robimy jajecznicę w hurtowych ilościach.
Czasem się zastanawiam co by było gdybym nigdy nie weszła na to forum i nie poznała nikogo z nich. Jasne, pewnie miałabym innych znajomych, równie ciekawych, z którymi przeżyłabym równie ciekawy i wartościowy kawał czasu, ale jakoś nie mogę się odpędzić od myśli, że tego nie można zastąpić, że to jest jedna z takich rzeczy które się przytrafiają człowiekowi raz w życiu jeżeli ma szczęście. Wiadomo, przez te siedem lat dorośliśmy, wielu z tak zwanej “starej gwardii” już wieki na forum nie było, niektórzy się pożenili, trzecie forumowe dziecko na dniach się będzie rodzić, robimy się coraz bardziej marudni i zgredziali, ale jest to coś, coś co pozwala czuć się swobodnie i u siebie przy osobie, którą na żywo widzi się często raz czy dwa razy w roku. Może i jestem idealistką, może mam jakieś dziwne przekonania o życiu, ale po raz kolejny stwierdzam, że na swoje życie nie ma się wielkiego wpływu, nie można sobie życia zaplanować i ułożyć, bo ono składa się z przypadków, z sytuacji które nas napotykają, z ludzi z którymi wchodzimy w interakcje. On nas zależy tylko, a właściwie to aż to, jak w takiej sytuacji się zachowamy, jak wykorzystamy to co życie nam podsuwa.
Cieszę się że spotkałam tych ludzi na swojej internetowo-realnej drodze.
transition of a tradition
Są takie drobne różnice, które dodają smaku zwykłym rzeczom.
Jest sobie Śląsk i Zagłębie. W Zagłębiu jakiś dzień czy dwa przed ślubem stawia się koronę, znaczy stroi wejście czy bramę do domu pani młodej. Na Śląsku trzaska się porcelanę (filiżanki, talerzyki, kible, umywalki…) pod drzwiami młodej.
Obie tradycje sprowadzają się do jednego, młodzi mają obowiązek polać, ergo, impreza.
Kumpel się żenił, a że i on i ona są zagłębiacy dali znać (o naiwni!) kiedy stawiają koronę. Po czym poszło spontanem, miało być piwo po pracy, była szybka rundka ekipą po porcelanę do mieszkania kumpeli, wpakowanie się w dwa samochody, jazda przez zadupia, problemy z gps, dotarcie na miejsce.
No i się działo ;)

























zostaw komentarz