it can’t be that cold

Be Ne bez Lux

Opublikowany w foto, ja, miasto, travel przez redrain w dniu luty 11, 2009

Holandia to dziwny kraj.
Ludzie też są dziwni. I zupełnie nie chodzi mi o najbardziej utarty stereotyp że to kraj wiatraków, legalnego ziela i prostytucji. Bo to nazbyt oczywiste. O ludzi mi chodzi. Po pierwsze tam jest zimno, mega zimno, jasne, na przełomie stycznia i lutego to teoretycznie normalne, ale nie jest normalnie że przy plusowej temperaturze człowiek okutany jak na syberyjskiej wyprawie (pierwszy raz założyłam czapkę w tym sezonie) trzęsie się z zimna jak na dwudziestostopniowym mrozie. Znaczy tylko my, bo holendrzy na luzaka w porozpinanych kurtkach.
I wszędzie rowery. I holendrzy na rowerach, takie holenderskie święte krowy.

nl023

Rowerzysta ma wszystko gdzieś, to kierowca musi patrzeć żeby go nie przejechać, choć on sam właściwie pod maskę się pakuje. Zresztą piesi tak samo. Za to naprawdę, rowerem można się dostać wszędzie, ścieżek rowerowych i ogólnie poziomu bezpieczeństwa rowerzysty na drodze możemy im pozazdrościć. Rowerami jeżdżą wszyscy, kiedy się da i gdzie się ta. I to jest fajne, to mi się bardzo podoba nawet mimo tego że podobno 80% holendrów ma rower a reszta próbuje im go ukraść. Nie raz łańcuchy przy “zaparkowanej” kupie złomu którą z litości można nazwać rowerem są nieproporcjonalnie duże do samego roweru. Rower jest dla każdego, niezależnie czy jest to elegancka pani w płaszczyku na zdezelowanym rowerku, czy gość który wygląda jakby ciuchy na oślep z kontenera PCK wyciągał. Tu kolejna obserwacja – można by założyć holenderski odpowiednik http://www.hel-looks.com . Ja nie wiem czy to moda czy po prostu duży nacisk na wygodę, ale widoki bywają oszałamiające. Zresztą dowiedziałam się że oni bardzo cenią sobie wygodę i funkcjonalność, a konstrukcje jakie potrafią wykonać tylko po to żeby maksymalnie wykorzystać przestrzeń nie raz zadziwiają. Ale to akurat mnie nie zdziwiło, bo o holenderskim przywiązaniu do przestrzeni i jej poszanowaniu wynikającym z tego że wyrwali sobie kraj morzu czytałam conieco w związku z kulturami organizacyjnymi. Natomiast co innego czytać a co innego obserwować dyskretne przejawy takiego podejścia do życia.nl191a
Kolejny “typowo” holenderski widoczek – okna. Ciężko było się przyzwyczaić i nie gapić ludziom w mieszkania kiedy okna są ogromne, ale naprawdę wielkie (takie na pół ściany a nie raz i na całą) i można sobie do mieszkania na przestrzał zajrzeć. Bo firanek nie ma, a jak są to takie żeby nie zasłaniały zbyt dużo. Od zasłaniania są rolety. I oczywiście obowiązkowa wystawka na każdym parapecie, doniczki, lampki, porcelanowe słonie czy inne figurki, najróżniejsze pomysły racjonalizatorsko-dizajnerskie najlepiej w parach. Dwie doniczki, dwa storczyki, dwie świeczki, dwie lampki etc. Trochę jak oglądanie katalogu meblowego czy gazetki typu “jak ładnie urządzić mieszkanie”. I wszystko takie ładne, wystudiowane, dopieszczone i bezduszne, bez jakiegokolwiek ciepła.

Tu się przydała wycieczka do Belgii, a konkretnie do Brugii. Niby to samo bo i kanały i okna bez firanek, i rowery w każdym możliwym miejscu, ale jakoś tak cieplej, przyjemniej i to nie tylko dzięki temu że z co drugiej wystawy uśmiechały się do mojej czekoladowej słabości te wszystkie ich piękne czekoladowe wynalazki. Jakoś tak było mniej odpicowane wszystko, bardziej z duszą. I ludzie jacyś tacy bardziej uśmiechnięci. I w ogóle jakiś taki leniwo mało realny klimat tam panuje. I jest dobra kawa w kawiarence gdzie średnia wieku oscylowała wokół 70tki.nl087nl088nl093nl148nl118

Zresztą wieczorem po zwiedzaniu obejrzeliśmy film i z czystym sumieniem można powiedzieć że Brugia jest jak z bajki a film jest zajebisty.

Rozczarował mnie Amsterdam. Ładne miasto, jest specyficzny klimat, specyficzny luz, mimo wielkiej ilości turystów nie czuć w powietrzu takiej nerwówki jak w okolicach Krakowskiego rynku.
I tak wiadomo że 90% turystów będzie się gapić tylko w coffeshopy i panienki na wystawach.
nl159

Swoją drogą jedna nawet ładna była i fakt, trzeba przyznać że widok laseczki w skąpej bieliźnie stojącej przy oknie wystawowym to jest duży dysonans, ale nie aż taki żeby robić z tego miejsce kultu i pielgrzymek. I tu właśnie moje rozczarowanie. W całym Amsterdamie trzeba było się mocno natrudzić żeby w jakimkolwiek punkcie z bibelotami z tego miasta znaleźć cokolwiek co nie ma na sobie kolorów rasta, symbolu trawy, zdjęcia czerwonej ulicy czy innych rzeczy krążących wokół tych dwóch tematów. Rozumiem że dla turystów to są atrakcje (mijałam amerykańską wycieczkę stojącą przed muzeum marihuany, podtrzymuje zdanie że amerykanie to wielkie, dziwne dzieci), ale żeby holendrzy sami się tak spłycali? Ja rozumiem że to się sprzedaje, jak góralskie kapelusiki na Krupówkach, hamerykaniec zostawi dolarki za gadżecik z gandzią, ale dlaczego nie promuje się innych atrakcji miasta? Chociaż z drugiej strony pewnie jak bym tam mieszkała to byłoby mi na rękę że to turystyczne bydło krąży tylko wokół tych dwóch rzeczy a ja mogę bez stresów poruszać się po moim mieście. Może kiedyś tam jeszcze pojadę jak będzie ciepło, może mi się odczucia zmienią. Natomiast frytki mają dobre. Nawet z majonezem (tak, skażeni jesteśmy Pulp Fiction ;)) I wcale jakoś tam nie jest tak strasznie i źle jak się może wydawać z tego co napisałam, po prostu to odczucie jakoś mi tak niesmacznie dominuje. Z ciekawostek rozbroiły mnie wielkie haki na szczytach prawie każdego domu. Nie tylko tych ulokowanych przy kanałach. Okazuje się że one służą do wciągania mebli. Przy tak wąskich budynkach nie dziwię się że musieli coś takiego wymyślić. No i w sumie w tak duże okna zmieści im się nawet największa kanapa.

Ogólnie wielu rzeczy możemy holendrom zazdrościć. Rowerów, autostrad, luzu, przepysznych ciastek z kajmakiem, pieniędzy, nawet tej banalnej marychy. Ale oni chyba mogą nam pozazdrościć ciepła i nie mówię tu o warunkach pogodowych. Mogłabym dużo jeszcze pisać o moich jakże ambitnych przemyśleniach po zaledwie kilku dniach pobytu, w końcu wróciłam z mega grypą i miałam sporo czasu na l4. Ale ten wpis by się nigdy nie skończył i opublikował. Zresztą gdyby mnie Konrad nie zmotywował (dosadnie ;)) to bym pewnie długo jeszcze nad tym nie zasiadła. Więc pewnie będę nawiązywać. Nie raz.

nl179nl152nl270anl031nl039nl049nl067anl123nl168nl226nl186nl192nl211nl214nl053a

Odpowiedzi: 2

Subscribe to comments with RSS.

  1. suskaa said, on luty 13, 2009 at 3:21 pm

    latem bywa ciepło czasami nawet bardzo ciepło .wiele razy już pływałam w holenderskim morzu. ale pogoda tam dziwna, kapryśna :) a rowery można pokochać, tylko jeśli posiada się swój :)

    pozdrawiam Was :)
    i śliczne zdjęcia, zazdroszczę wycieczki(nietypowej bo bardzo odległe miejsce docelowe)

  2. Marcin said, on luty 18, 2009 at 11:35 pm

    O jezu, no to faktycznie bardzo dziwny kraj.


Dodaj komentarz