znów do przodu

Ostatnio Konrad pytał czy zapomniałam że mam bloga. Nie zapomniałam, ale albo nie miałam czasu żeby tu w ogóle zajrzeć, albo nie miałam co napisać. Bo tak zauważyłam jest, że im więcej mam na głowie, im więcej się dzieje, tym mniej mam do powiedzenia. A może po prostu nie mam czasu żeby to sobie jakoś sensownie w zdania poukładać. W ogóle irytujące jest to, że biorę aparat i cały dzień nie wyciągam go z torby, bo albo jestem zbyt zrypana żeby cokolwiek zauważać, albo przestaję widzieć w tym sens. Ale na szczęście to chyba tylko kwestia przemęczenia, bo szczęśliwie udało mi się pozamykać już większość rzeczy na uczelni i powoli odzyskuję prywatne życie. Dzień zaczyna mi się wydłużać, przynajmniej te 3 miechy nie będę musiała funkcjonować na zasadzie wstać-bus-uczelnia-żarcie na mieście-praca-stig-spać.
Ostatnio zaczynam się przepraszać ze sprzętem, odkurzyłam smienę, aż się boję pomyśleć ile w niej leżała klisza, wzięłam na majowy wypad do Cieszyna i po każdym zdjęciu łapię się że patrzę na tylną ściankę aparatu. Paweł mi wrzucił tę kliszę w jakąś chemię którą miał w domu, chyba za krótko w niej siedziała, foty oczywiście zmasakrowane, w ogóle jakieś z tyłka, a ja na nie patrzę i mi się mordka śmieje.



noooo wkooncu
foty z jajem :]
popisalbym dluzej ale mam kuzwa zaliczenia wiec spadam elo yo
daj te gołębie na diga, tej.
świetne są.