buszując w Wierchomli
Się tradycyjnie wybraliśmy okołosylwestrowo na narty. W tym roku padło na Wierchomlę.
Nie ma co się rozpisywać, mimo że dziura, to narciarsko można się nieźle wyszaleć, super stoki, permanentne naśnieżanie, trochę tłoczno, ale na tyle fajne trasy, że się ten tłum rozłożył.
No i oczywiście jak się jedzie z takimi ludźmi to wyjazd musi być udany :) Tradycja grzańców i szarlotki na stoku, prześciganie się w bekaniu, babskie wino (Fronci mnie trochę popsuła ;)), codzienne pukanie do drzwi o 6 rano z hasłem “idziemy jeździć?!”, przepychanie się przez szkółki narciarskie, marznięcie na wyciągu, połamane kijki i mnóstwo śmiechu. Jak ja uwielbiam takie wyjazdy :D





bo fronci to taka psuja jest :D
haha :)
szroni…
a bo fronci lubi psuc :D czasem :D
i pukac o 6 rano do drzwi :D
mmuuuahahahaa :D
:*